Nic mnie tak nie irytuje w ostatnich dniach jak wezwania, by głosować na tego czy innego kandydata. „12 lipca głosujemy zgodnie na… (i tu nazwisko)”. To głosujcie, tylko nie przymuszajcie mnie, bo zaraz będę słabował. „Nie dalejwięcuj mnie”, mówił Kłapouchy i ja popieram takie stanowisko. Nigdzie nie jest powiedziane, że jak ktoś używa pierwszej osoby liczby mnogiej, to ja zaraz polecę za wami. Nie lubię zachowań stadnych. No to teraz weźcie się… Już? Dziękuję.

Problem z wami wszystkimi mam taki, że nachylam się z troską nad każdym waszym stanowiskiem. Słowo daję. Podzielam przekonanie, że zły głos oznacza klęskę demokracji, choć gdzieście widzieli tę demokrację przez ostatnie 30 lat, to ja nie wiem. Rozumiem, choć nie podzielam strachu, że oto hołota z brakami w uzębieniu może się tak rozbisurmanić, że nie będzie chciała pracować za miskę ryżu, albo, co gorsza, wciąż będzie walać się na plaży i srać po wydmach. Jestem obok was, gdy straszycie mnie, że nie pójście na wybory oznacza, że będę współodpowiedzialny za faszyzm, samobójstwa osób LGBT, upadek cywilizacyjny, przyłączenie się do Wschodu (niepotrzebne skreślić), ogarnia mnie smutek, że mogę być ponownie świadkiem niesłychanej pogardy dla tych, którzy mają czegoś tam mniej niż ci lepsi. Drżę z niepokoju, że oto Polska, ojczyzna nasza, we krwi skąpana, będzie popychłem u Ruska, Żyda czy innego Teutona, choć w byciu popychłem mamy doświadczenia z ostatnich lat, jak się zdaje. Martwię się, że zabraknie kasy dla ludzi przyzwoitych, skoro rozrzutnie wywalamy ja z państwowej kiesy, a wszak „nie ma darmowych obiadów”, pouczają ludzie, którzy o obiadach i posiłkach na ulicy z pewnością wiedzą wszystko. I tak pracuję na ten swój wrzód żołądka z nerwów.

A potem się uspokajam, bo przecież te wybory niczego nie zmienią. Zupełnie.

Czy pójdę z Polską szczerbatą czy uśmiechniętą, jak napisał jeden lewicowy publicysta, to wszystko będzie po staremu. Zostaną głębokie podziały. Wszystko wskazuje na to, że jedna połowa zagłosuje przeciw drugiej połowie. Przypomnę tylko, że na Ukrainie w 2014 roku też głosy podzieliły się niemal równo i potem mieli to, co mają. Zostanie też głęboka nienawiść z obu stron tego muru.

Prof. Friszke w wywiadzie dla portalu wiadomo.co lęka się możliwości wojny domowej wynikłej z podziałów. I diagnozuje je z pozycji członka jednego plemienia o drugim wypowiadając się z nieznośną wyższością ten podział utrwalającą. Bardzo zabawne, bo pokazuje, że nie potrafimy wyjść poza swoje uprzedzenia, a bzdety o zasypywaniu rowów, budowaniu mostów, czy co tam komu przychodzi do głowy, są nie mającymi szans na realizację fantazjami.

Niezależnie od wyniku nasz los toczyć się będzie w państwie prawicowym, z włączoną na stałe opcją wyzysku i niesprawiedliwości, nierówności i pogardy dla biednych, oszustwa dla maluczkich i ulg dla dużych.

Chcecie – idźcie i głosujcie na kogo wam podpowiada wasz wewnętrzny kompas. Nie chcecie – siedźcie w chałupie, ciesząc się słonkiem, nic mi do tego. Pamiętajcie jednak, że, jak powiedziała Małgorzata Kulbaczewska-Figat, lewica w Polsce wciąż ma co robić. Pod warunkiem, że jeszcze będzie.

Komentarze

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.
  1. Dawno temu krążył po Internecie taki rysunek z parodią billboardu wyborczego, który chyba świetnie podsumowuje cały ten tekst. Jako że nie mogę tu wrzucic rysunku, to przepiszę widniejący na tym billboardzie tekst:

    VOTE FOR NOBODY
    NOBODY… will keep election promises
    NOBODY… will listen to your concerns
    NOBODY… will help the poor & unemployed
    NOBODY… cares!
    If NOBODY is elected, things will be better for everyone!
    NOBODY tells the truth!

    A gdyby ktoś chciał obejrzeć rysunek w oryginale, to zapraszam na moją stronę :)

  2. Na lewicowym forum rozgorzała dyskusja czy poprzeć klerykała wyklętego czy liberała waltz-owego.
    Coraz lepiej.Trzeba tylko zamknąć mocno któreś oko by postawić krzyżyk.Nie bójcie się.Właśnie w tym momencie nie będzie bolało.To potem trzeba będzie cierpliwości.

  3. Lewica ma co robić, skoro co niektóre grupy lewicowe wprost namawiają do głosowania liberała Trzaskowskiego: Komunistyczna Partia Polski, Socjalizm Teraz, Tymoteusz Kochan, Piotr Szumlewicz…

    Z takim podejściem to lewica będzie miała co robić jeszcze ze 100 lat.

  4. ,,Pamiętajcie jednak, że, jak powiedziała Małgorzata Kulbaczewska-Figat, lewica w Polsce wciąż ma co robić. Pod warunkiem, że jeszcze będzie.”

    A to jest w Polsce jakaś lewica? Czy jedynie lewizna we wspólnocie dochodów na koszt mas frajerstwa?
    Ujawnienie dochodów Razemitów utwierdza mnie w tym drugim. Bliższa ciału koszula po prostu.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także

Liban, nowa Ukraina?

„Naród libański zasługuje na przywódców, którzy go słuchają” – nadała na Twitterze a…