Jak Amazon traktuje swoich pracowników? Jak próbuje uniemożliwiać działanie związków zawodowych? Dlaczego w Polsce otwiera się wiele sporów zbiorowych, ale bardzo rzadko dochodzi do strajków? Portal Strajk rozmawia z Magdaleną Malinowską, działaczką Inicjatywy Pracowniczej. Magda została 9 listopada dyscyplinarnie zwolniona z pracy mimo przysługującej jej ochrony związkowej. Zarzuty ona i związek określają jako całkowicie absurdalne. Sprawa trafi do sądu pracy.

Dwa lata temu rozmawiałam z pracownikami magazynu w Sadach pod Poznaniem. Tego samego, w którym do niedawna pracowałaś Ty. Słuchałam o wyczerpaniu, o ciągle podnoszonych normach wydajności pracy, o stresie… Jak jest teraz?

W międzyczasie zaczęła się pandemia, organizacja pracy się trochę zmieniła… Stało się to chyba inspiracją dla Amazona, aby podkręcić pracownikom śrubę. Ostatnio spółka jednostronne wprowadziła zmiany w regulaminie pracy, mimo sprzeciwu obu organizacji związkowych – naszej i Solidarności. Po zmianach łatwiej mu będzie monitorować nasze tempo pracy: nie tylko ile produktów na godzinę procesujemy, ale też z jaką częstotliwością. W naszych czynnościach nie możemy mieć przerwy dłuższej niż 2-3 minuty. Im zależy na tym, żeby nasza praca była wykonywana w stałym, narzuconym przez nich rytmie. My nie jesteśmy robotami, dla nas praca w stałym rytmie przez 10 godzin jest bardzo uciążliwa i jeszcze bardziej monotonna niż jak czasami ten rytm zmieniamy.

Amazon wyrzucił też poza regulamin pracy słynny załącznik o ocenie pracowniczej, opisujący, jak pracownicy są oceniani za jakość i tempo wykonywanej pracy i co może ich spotkać, jeśli nie będą wyrabiać norm. Kiedy on był w regulaminie pracy, mieliśmy nad nim kontrolę i mogliśmy starać się powstrzymać zmiany wprowadzane na niekorzyść pracowników. Przez kilka ostatnich lat nam się to udawało, co było dużym sukcesem. Teraz Amazon wyrzucił go z regulaminu pracy, żeby dowolnie go zmieniać. Podejrzewamy, że celem jest pogorszenie warunków pracy.

Wszystkie te posunięcia są absolutnie niezgodne z prawem i zamierzamy zaskarżyć je do sądu, ale oczywiście sprawa potrwa jakiś czas, a przez ten czas Amazon będzie się upierał, że zmiany, które wprowadził, obowiązują. Będzie je egzekwował. Jeśli w oparciu o nie ukarze pracownika, to też pójdziemy do sądu, choć te sprawy też się szybko nie skończą. Kilka spraw pracowników, którzy zostali wyrzuceni z pracy na podstawie załącznika nr 3, czyli za niewyrabianie norm, ciągle trwa. Są też jednak sprawy, w których doszło do ugód i takie, które wygraliśmy, jak sprawa Maćka Gorajskiego, którego sąd przywrócił do pracy.

Magdalena Malinowska

Walczyć z Amazonem w sądzie będziesz również Ty. Zamierzasz dowieść, że zostałaś bezprawnie zwolniona z pracy. Firma zarzuca Ci fotografowanie lub filmowanie zwłok pracownika, który zmarł na terenie magazynu. Co tam się w ogóle wydarzyło? Dlaczego ten człowiek nie wyszedł z pracy żywy?

Protokołu powypadkowego jeszcze nie ma, sprawa cały czas jest w prokuraturze. Zapewne szczegóły dotyczące przebiegu wydarzeń zostaną dopiero przekazane do mediów, jeśli zostaną ustalone i jeśli rodzina zmarłego będzie mogła o nich mówić. Ja tego dnia wykonywałam czynności związkowe w innym miejscu. Pojechałam na magazyn, kiedy dowiedziałam się o wypadku. Rozmawiałam z pracownikami o tym, co się stało. Później, kiedy byłam w pracy, ludzie wciąż o tym rozmawiali. Wszyscy są wstrząśnięci tym, jak Amazon potraktował zmarłego mężczyznę.

Ten pracownik dzień wcześniej skarżył się, że w pojedynkę pracuje na stanowisku, na którym powinno być kilka osób, bo praca na nim potrafi być wyjątkowo ciężka.

Na czym ona polegała?

Cały czas pcha się wózek, na który zbiera się ciężkie kolumny, złożone z plastykowych boksów i przewozi w inne miejsce. Trzeba ciągle się poruszać, dźwigać ciężary, potem pchać ciężki wózek.

Chodzi o boksy, z których my – pracuję akurat w tym samym dziale – wyciągamy towary, które następnie pakujemy. Jeden pusty boks wkładamy w poprzednie, tworząc kolumnę, którą trzeba odwieźć. I teraz jeśli osoba, która zbiera i odwozi puste boksy, nie robi tego w odpowiednim tempie, inni pracownicy dosłownie obstawiają się boksami, co jest sprzeczne z zasadami BHP. Jest to zagrożenie, można się o te puste boksy potknąć, droga ewakuacyjna jest zastawiona, nie mówiąc już o tym, że się ciężej pracuje. Dlatego osoba odpowiedzialna za odwożenie boksów musi to robić w odpowiednim tempie, czasami nie ma czasu na oddech.

Firma nie widziała problemu w tym, że pracowników na tym stanowisku jest za mało?

Jako związki zgłaszaliśmy wcześniej, także na komisji BHP, że jest problem, że tych pracowników powinno być więcej, niż zwykle jest. Bo zwykle jest ich kilkoro. Wtedy był jeden. Prosił o wsparcie kierownictwo firmy – nie dostał go.

Pracownicy, z którymi rozmawiałam, mówili, że kiedy było już z nim źle, skarżył się na ból w klatce, kierownictwo nie poleciło mu usiąść i zaczekać na pomoc medyczną. Kazali mu pójść do punktu medycznego. Zejść z piętra i przejść przez magazyn, który jest duży. Kiedy doszedł, było już za późno. Nie udało się go uratować.

Już zasady pierwszej pomocy mówią: człowiek, który zgłasza duszności i ucisk w klatce piersiowej, nie może się ruszać! U nas w magazynie są windy. Jemu jednak polecono iść samemu po schodach, bo jazda windą byłaby „nie-safety”. Kadra kierownicza okazała się po prostu niekompetentna. Tak pilnuje bezpieczeństwa, że wysłała pracownika, który był bliski śmierci, samotnie schodami w dół, bo w regulaminie Amazona i kartach stanowiskowych było napisane: jazda windą jest „nie-safety”. Ślepo zrealizowali to, co było napisane, zamiast pomyśleć. W moim przekonaniu szkoleni są tylko do tego, żeby nas kontrolować, żebyśmy spełniali dokładnie wszystko to, czego żąda Amazon.

Była już zresztą inna podobna historia. Też zakończyła się śmiercią pracownicy.

Co się wtedy stało?

Ta pani pracowała na dziale pick, czyli zbierała towar z półek. Pracowała na trzecim piętrze. Pracownicy opowiadali mi, że zaczęło dziać się z nią coś złego. Nie mogła oddychać. Na górnych piętrach nic nie ma poza półkami z towarem. Musiała więc zejść po schodach z trzeciego piętra na poziom zero. Tam jednak nikt nie udzielił jej pierwszej pomocy, relacjonowali mi świadkowie. Oczekiwano na medyka, który musiał dotrzeć z drugiego końca magazynu. I dotarł za późno. Reanimował ją, bez skutku.

Wróćmy jeszcze do poprzedniej sytuacji. Masz sygnał od kolegów, że w magazynie doszło do wypadku. Przyjeżdżasz tam. Co się działo dalej?

Poszłam do pracowników, zapytać, co dokładnie się stało i gdzie. Nie wiedziałam jeszcze wtedy, że ten człowiek nie żyje. Wcześniej docierały do mnie informacje, że owszem, była udzielana pomoc medyczna, ale nie było to jasne, że zmarł. Na miejscu dowiedziałam się, że jest u medyka, a tam osoby nieupoważnione nie mają wstępu. Nawiasem mówiąc, zastanawiam się, czy jako społeczny inspektor pracy nie powinnam jednak być osobą upoważnioną… niemniej zdaniem Amazona nie upoważnia mnie to faktycznie do niczego. Poszłam zatem do HR, zapytać, do jakiego wypadku doszło i kto jest w komisji powypadkowej. Zależało mi, żeby samej być w tej komisji.

Między ludźmi z HR i BHP a mną doszło do kłótni. Bo oni zajmowali się dalej swoimi sprawami, jak gdyby nigdy nic się nie stało… Usłyszałam „Mario [pierwsze imię Magdy Malinowskiej brzmi Maria – przyp. MKF], dlaczego tu jesteś? Nie ma przerwy, dlaczego nie jesteś w pracy? O wszystkim poinformujemy uprawnione osoby, jeśli będziemy widzieć taką potrzebę”. Życie w Amazonie trwało po prostu dalej! Oczywiście do komisji powypadkowej mnie nie dopuścili.

Wyszłam przed magazyn, zadzwoniłam do prawnika, żeby skonsultować się, co w takiej sytuacji robić. Rozmawiałam też z mężczyzną, którego włączono do komisji powypadkowej. On też prosił Amazon, żebym to ja w niej była, bo jestem w związku od kilku lat, mam większe doświadczenie. Dla niego to były nowe rzeczy, obawiał się, że sobie nie poradzi w tak trudnej sprawie. Potem dostaliśmy jeszcze informację, że obowiązuje RODO i dlatego ja nie mogę niczego doradzać mniej doświadczonemu koledze, nie możemy wymieniać się żadnymi informacjami na temat wypadku. W naszym przekonaniu to nonsens – oczywiście są dane, których nie można bez zgody przekazywać dalej, dotyczące zdrowia czy kwestii osobistych pracowników, ale sprawy ogólne, dotyczące warunków pracy?! Jeśli i o tym nie możemy rozmawiać, to nasza działalność przestaje być możliwa.

facebook.com/IPAmazon

Mówisz: Amazon uważa, że bycie społecznym inspektorem pracy do niczego właściwie nie upoważnia. Były jeszcze jakieś inicjatywy, które Ci zablokowano?

Tak, i to zupełnie niedawno. Zamierzaliśmy przeprowadzać audyty na zakładzie w sprawach BHP. Trwa już świąteczny peak, szczyt zamówień. W tym czasie więcej się od nas wymaga, często pracujemy w nadgodzinach, na magazynie jest masa nowych ludzi, każda przestrzeń jest zagospodarowana, niekiedy niezgodnie z BHP. Niektórzy pracownicy wykonują swoje zadania na tymczasowych stanowiskach, które są kompletnie nieprzygotowane. Autentyczny przykład sprzed trzech lat: prowizoryczne stanowiska częściowo ustawione na koszach na śmieci.

W firmie, która jest globalnym sprzedażowym gigantem.

Dwa lata temu miejsca z tymczasowymi stanowiskami pracownicy nazwali Bangladesz i Kambodża, tak były biednie wyposażone. Wnioskowaliśmy w poprzednich latach, żeby je zamknąć, a dopóki działają – nie oceniać tempa pracy pracowników, których się tam przydziela. Teraz zamierzaliśmy skontrolować wszystkie działy i ocenić, czy magazyny są przygotowane na peak świąteczny, czy nie, czy stanowiska pracy są bezpieczne. Kierownictwo nam odmówiło.

Antyzwiązkowe nastawienie było zawsze. Firma chciała na przykład, żeby związek zawodowy działał poza zakładem. Obiecywali nam: dostaniecie super biuro! Ale poza zakładem. My odpowiadaliśmy, że to przecież absurd…

I zostaliście na magazynach.

Oni mówili: nie możecie robić dyżurów związkowych w środku. My i tak je robiliśmy. Zakazywali nam spotykania się na zakładzie – spotykaliśmy się. Mówili nawet, że nie wolno nam chodzić po zakładzie i rozmawiać z pracownikami. A my chodziliśmy, chociaż dostawaliśmy za to nagany. Zdarzały się nawet pyskówki z menadżerami, którzy potrafili podejść i wyrywać nam związkowe dokumenty i ulotki. Aż w końcu odpuścili – widać uznali, że my nie odpuścimy.

Przez jakiś czas działalność była łatwiejsza. Bez problemów robiliśmy audyty BHP, dyżury w zakładzie. Ale teraz znowu nastąpił krok wstecz. Znowu zabrania nam się wszystkiego. Amazon powołuje się przy tym na przepis, że działalność związkowa czy działalność społecznej inspekcji pracy jest to działalność wolontaryjna, społeczna. Nie możemy się nią zajmować w godzinach pracy, jedynie w trakcie tzw. godzin związkowych, ale Amazon nie daje nam ostatnio zgody na korzystanie z godzin związkowych na zakładzie. Kolidują z potrzebą biznesową firmy.

Jak widać, to nie jest ani równa ani prosta walka, ale nie odpuścimy. To kwestia czasu, jeśli my się nie poddamy, jeśli będziemy mieli poparcie pracowników i ludzi z innych zakładów, to oni będą musieli się cofnąć i umożliwić nam organizowanie się. Jestem pewna, że się nam to uda. Będziemy o to walczyć, bo nie mamy innego wyjścia.

Jakie są nastroje wśród pracowników po tym, gdy jeden z nich zmarł na terenie magazynu?

Ludzie byli wstrząśnięci, rozgoryczeni, wkurzeni na firmę. Ja uważam, że w takiej sytuacji powinni odejść od pracy i pokazać, że nie godzą się na podobne sytuacje. Ale w Polsce pracownicy są bardzo zastraszeni. Asymetria między pracownikiem i pracodawcą jest zbyt wielka. Ludzie podejmują indywidualne kroki, często się wystawiając, albo jedynie mówią między sobą: strasznie jest w tym Amazonie, nie mogę już wytrzymać. Złość nie przekłada się na działania. Co najwyżej niektórzy przez chwilę pracują wolniej, bo mają już wszystkiego dość. Brakuje przekonania, że będziemy silni i będziemy mogli coś przedsięwziąć w sprawie warunków pracy dopiero wtedy, gdy się kolektywnie zorganizujemy.

To dotyczy nie tylko Amazona. Tak myśli większość pracowników w Polsce. Obserwujemy, że ta perspektywa się powoli zmienia, bo coraz więcej ludzi chce przystępować do związków i działać. Jednak ciągle jest żywy spadek lat 90.: pracodawca jest bogiem, wszystko mu wolno, za to pracownik jest śmieciem i żeby przetrwać, najlepiej się nie wychylać.

Pracownicy widzą, co się w Amazonie dzieje i kiedyś w końcu wybuchną. To nastąpi prędzej czy później.

Make Amazon Pay/Facebook

Przed pandemią organizowaliście w Amazonie referendum strajkowe. Jak to się skończyło?

W referendum wzięło udział około pięciu tysięcy osób, czyli ok. 1/3 pracowników zatrudnionych bezpośrednio przez Amazon. Nie wszystkich pracowników magazynów, bo jednak liczba osób, które zatrudniane są przez agencje, jest znaczna. Wygralibyśmy to referendum, gdyby nie ustawowy wymóg 50-procentowej frekwencji. A taki właśnie wymóg stawia ustawa o sporach zbiorowych: w referendum strajkowym musiałaby zagłosować minimum połowa ludzi zatrudnionych przez Amazon, na wszystkich stanowiskach, a z tej połowy znowu 50 proc. musiałaby opowiedzieć się za strajkiem.

Referenda strajkowe udaje się w Polsce wygrywać bardzo rzadko, właśnie z powodu tych zapisów. Wymóg frekwencji bardzo trudno spełnić: na zakładach jest rotacja pracowników, jesteśmy podzieleni na dziesiątki zmian, ludzie są na urlopach, na chorobowym, nie znają się, mieszkają w różnych miejscowościach, trudno do nich dotrzeć, a ci, którzy nie chcą strajkować, nie głosują w referendum. Statystyki z poszczególnych lat pokazują, że w Polsce jest mnóstwo sporów zbiorowych, ale strajków – tylko kilka rocznie. Prawo do strajku w Polsce jest w rzeczywistości fikcją.

Wyobraźmy sobie, że strajk próbują, przy obecnych regulacjach, przeprowadzić pracownicy handlu. Nie wiem, co oni by musieli zrobić. Raz udało się w Tesco. Ich referendum strajkowe trwało miesiącami – musieli przecież w każdym sklepie tej sieci w Polsce zapytać wszystkich pracowników, w tym pracowników HR, czy są za strajkiem, czy przeciw. Gdy chcieli strajkować np. pracownicy z Biedronki zrzeszeni w Solidarności, musieli pytać o zdanie wszystkich zatrudnionych przez tę sieć. Z Wałbrzycha, Szczecina, Grudziądza… z całej Polski. To było nierealne.

Wracając do naszego referendum w Amazonie – gdybyśmy byli w Niemczech, we Francji, w Grecji, w Szwecji, w praktycznie każdym europejskim kraju, moglibyśmy zorganizować strajk. Nigdzie prawo o sporach zbiorowych nie jest tak restrykcyjne. Także w przypadku referendów przeprowadzanych na szczeblu krajowym czy wyborów samorządowych i parlamentarnych wymagania dotyczące frekwencji są łagodniejsze. Nigdzie nie ma aż takich surowych warunków, jak wtedy, gdy w grę wchodzi organizowanie się pracowników. Konieczna jest zmiana aktualnej ustawy.

Spodziewasz się, że wygrasz z Amazonem w sądzie?

W przekonaniu moim i Inicjatywy Pracowniczej Amazon złamał tyle różnych przepisów, że tak, wierzę w wygraną.

Amazon przekroczył termin na dyscyplinarkę. Powinni ją wręczyć po maksymalnie miesiącu od wydarzenia, do którego się odnoszą, minęły dwa miesiące. Wręczyli ją mimo sprzeciwu organizacji związkowej. Również ich zarzuty pod moim adresem są absurdalne.

Odnoszę wrażenie, że oni chcieli mnie jakoś ośmieszyć. Zbudować narrację, że robię sobie selfie ze zwłokami. A przecież w momencie, kiedy to się rzekomo działo, ja byłam w swoim samochodzie! Widziałam tylko tyle, że coś się dzieje pod magazynem. Nie widziałam żadnych zwłok. Niemniej uważam, że każdy pracownik i pracownica ma prawo do filmowania i fotografowania swojego miejsca pracy i publikowania tych materiałów, tak jak politycy publikują swoje zeznania majątkowe. Zakłady pracy powinny być traktowane jak miejsce o charakterze publicznym, objętym społeczną kontrolą. Nierzadko pracuje w nich dziesiątki tysięcy. Ich życie i zdrowie powinno być najważniejsze, ważniejsze niż zyski kilku prywaciarzy, niż rzekome patenty. Jak nie chcą pokazywać jakiś rozwiązań technologicznych, to niech je zasłonią. Natomiast warunki pracy powinny być kwestią publiczną.

Dlaczego nie możemy informować społeczeństwa jak jest w środku? Jak praca wyniszcza nasze ciała, czego koszty płacą całe społeczeństwa? Dlaczego zakłady pracy są strzeżone jak fortece? Czego właściciele się boją? Jeśli ktoś jest przekonany o tym, że jego biznes to tylko jego prywatna sprawa, niech prowadzi jednoosobową działalność, a nie zatrudnia ludzi. Dlatego kilkakrotnie otwarcie filmowałam działalność naszego związku w Amazon.

Wtedy mnie jednak nie wyrzucili. Zrobili to teraz, kiedy akurat nic nie robiłam.

Domyślasz się, dlaczego wyrzucono Cię teraz?

Musiało się coś w firmie wydarzyć, że mimo przekroczenia terminu i mimo braku zgody organizacji związkowej postanowiono mnie zwolnić. Może ktoś uznał, że teraz jest czas, by zaostrzyć politykę względem związków zawodowych i pracowników? Może ktoś wykombinował, że akurat jest peak, więc mnie wyrzucą, zamkną wszystkim usta i będzie wspaniale? Tyle tylko, że nie będzie!

Pracownicy odzywają się do mnie, mówią, że nie zgadzają się z tym, co się stało, i trzymają kciuki, żebym wróciła. Ruszyła kampania solidarnościowa, za którą chciałabym szczególnie podziękować wszystkim zaangażowanym, bo nie spodziewałam się, że przyjmie takie rozmiary. I przede wszystkim ja oraz mój związek zawodowy jesteśmy jeszcze bardziej wkurzeni. Tym bardziej będziemy działać, mówić głośno o warunkach pracy w Amazonie i będziemy jeszcze aktywniej jednoczyć pracowników. Nie pozwolimy, żeby Amazonowi uszło na sucho to, jak traktuje ludzi.

Rozmawiała Małgorzata Kulbaczewska-Figat.

Na rzecz Magdy Malinowskiej, która po wyrzuceniu z pracy w Amazonie nie ma żadnego źródła dochodów, nie otrzymała też odprawy ani zasiłku, trwa zbiórka solidarnościowa dostępna tutaj.

Redakcja nie zgadza się na żadne komentarze zawierające nienawistne treści. Jeśli zauważysz takie treści, powiadom nas o tym.

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Zobacz także

Jak izraelska cyberarmia weszła do korpo-świata

Niewyraźna granica między sektorem wojskowym a prywatnym w Izraelu pozwoliła na rozkwit br…